“Co się dzieje w naszych głowach – czyli o kondycji psychicznej” – ODCINEK 31

Odcinek31

Po ostatnich wpisach moich bliższych i dalszych znajomych na temat dołowania się, depresji, wewnętrznych niepokojów i ogólnie naszej słabej kondycji psychicznej wiem, że to co obserwuję od dawna jest gigantycznym problemem BARDZO wielu z nas. Tak wiele osób rozmawia na ten temat, pojawia się to bardzo często w rozmowach i na spotkaniach. I o ile prywatnie zawsze można było trochę ponarzekać, to teraz pisanie o tym w social mediach – to dla mnie NAPRAWDĘ WOŁANIE O POMOC. Ale to BARDZO DOBRZE. Bo wywołuje jednak dyskusje i pokazuje, że nie jesteśmy sami. Że nasze problemy nie są takie dziwne. Pisząc swojego bloga wielokrotnie wcześniej pisaliście: “o kurde, czytając czułam jakbym czytała o sobie…” To bardzo miłe….. 🙂  i pokazuje, że borykamy się z tymi samymi problemami i możemy sobie nawzajem pomóc. 

Wiadomo, że życie potrafi dać w kość i nikt nie obiecywał, że będzie tylko różowo ale mam wrażenie, że wcześniej były górki, potem dołki i potem znowu wzloty. Dzięki temu mogliśmy odreagować te gorsze chwile w czasie względnego spokoju psychicznego. Mówi się: “NIE WAŻNE ILE RAZY UPADNIESZ-  WAŻNE ILE RAZY SIĘ PODNOSISZ”. Tak to prawda, ale obserwuję, że coraz ciężej podnosić się z tych upadków. 

Drugą sprawą jest, że o ile wcześniej mogliśmy liczyć bardziej na pomoc otoczenia co pozwalało szybciej stanąć na nogi, to dziś mam niestety przykre wrażenie, że ludzie stają się dla siebie nie dość, że obojętni ale czasami wręcz podli. Kiedyś byłem przekonany, że w 90% sytuacji rozmawiając z kimś i umawiając się na coś – SŁOWO BYŁO DROŻSZE PIENIĘDZY… Dziś już tak nie uważam….. Prędzej: “człowiek człowiekowi wilkiem….” Bo dziś słowo większości ludzi jest gówno warte..

Nasze strachy i słabość wewnętrzną odreagowujemy na otoczeniu co raczej nie pomaga nikomu. Tak samo źle dzieje się gdy nie potrafimy uzewnętrznić się i zamykamy się przed wszystkimi bo problemy same nie znikają a odcięcie się nie załatwi tematu. Nie ma żadnego prostego rozwiązania ani leku na nasze problemy i każda sytuacja mimo, że podobna jest jednak inna, bo NASZA. Inne są uwarunkowania zewnętrzne i to co w nas siedzi. Dalej jestem przekonany, że ciężko jest pomóc człowiekowi ponieważ nikt z zewnątrz nie wie co dzieje się w naszych głowach, w mojej głowie.

Wiele osób w ostatnim czasie przeżywa jakieś głębokie kryzysy, które odbijają się na życiu zawodowym, rodzinnym, prywatnym. Obserwujecie to? Nie chcę obwiniać o to tylko tego roku 2020 i sytuacji z covidem, z tą całą medialną nagonką, nieustannym straszeniem nas na każdym kroku, zamykaniem granic, upadkiem i bankructwami. Z tym co widzi się na zewnątrz: smutnych ludzi w maskach lub bez masek, którzy patrzą się na siebie spode łba… Napuszczaniem nas jednych na drugich z niewidzianą przeze mnie do tej pory agresją. Sam się spotkałem agresją pasażerów autobusy gdy wsiadłem i nie założyłem jeszcze maski. To nie były słowa przypominające o tym obowiązku ale wrzaski i krzyki…. 

Nie dziwię się tej frustracji, ale sytuacje międzyludzkie bardzo się radykalizują. Jedni krzyczą, że nie będą się podporządkowywać, inni uznają, że w trosce o swoje zdrowie należy innych obligować. Na pewno widzieliście podobne sytuacje, może mieliście także do czynienia z reakcjami, które wydawałyby się zbyt gwałtowne. To wszystko co obserwuje na co dzień nie pomaga w utrzymaniu zdrowia psychicznego. Tym bardziej, że to trwa już jakiś czas. Długi czas. Nie pamiętam dotychczas aby taki stan permanentnego zagrożenia i podsycania stanu niepewności trwał tyle. Poprzednie epidemie czy zagrożenia terrorystyczne były oczywiście mocno nagłaśniane bo media z tego żyją. Dlatego nie lubię dziennikarzy, którzy zajmują się tylko sensacjami i nakręcaniem spirali strachu i niepewności. Ale szybko pojawiały się jakieś kolejne HOT NEWS i przykrywały poprzednie, a o tamtych zapominaliśmy. Oczywiście nie chcę i nie można porównywac tego to ostatniej wojny czy stanu wojennego. Ale nawet nie chcę myśleć jak byłoby to pokazane dziś, przez dzisiejsze media…. 

To, że nasze społeczeństwo jest podzielone – to fakt. Chyba od zawsze byliśmy podzieleni. Potrafiliśmy się zawsze kłócić o wszystko, o religię, poglądy polityczne, nawet o miedzę. Z dalszymi znajomymi i z rodziną. Ale nie pamiętam, żeby było to tak masowe jak teraz, żeby ludzie oficjalnie i bez żadnego zażenowania życzyli innym śmierci, żeby nie mieli oporów przed takimi radykalnymi zachowaniami na ulicy, w internecie. Nie stało się to nagle, ani dziś ani wczoraj. Ale od lat obserwuje pyskówki i obrażanie się wzajemne ludzi w mediach, na które jest przyzwolenie mediów bo napędza oglądalność i sensacje. Jednakże brak jakichkolwiek sankcji czy potępienia takich zachowań doprowadził w mojej opinii do oczywistego wniosku dla wszystkich: skoro oni mogą się taka zachowywać i to w telewizji, to dlaczego ja tak nie mogę zrobić? Niezauważalnie przez lata, karmieni tym, niektórzy uznali to za normę społeczną.

Po zabójstwie prezydenta Gdańska nie wierzyłem w to co ludzie wypisywali na portalach. Że to dobrze, życzyli śmierci, cieszyli się, opluwali rodzinę zmarłego… No ku…wa dzicz. I wtedy to byli zwolennicy jednej strony. I byłem tym zaskoczony, oburzony i nie rozumiałem jak tak można. Ale teraz, parę dni temu gdy ogłosili, że były minister zdrowia jest zarażony koronawirusem – to nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Ci którzy byli oburzeni za napaść na rodzinę prezydenta Gdańska  – teraz robili to samo. Macie pojęcie?? Widziałem takie wpisy że to dobrze, że sprawiedliwość dziejowa, życzyli mu śmierci, niech zdycha itp…. 

M A S  A K R A….

Ale to pokazuje jacy jesteśmy sfrustrowani, jak się boimy, jak koniecznie chcemy i musimy gdzieś odreagować. Nie szukałem statystyk na temat przemocy domowej ani bandyckich ataków ale czytając artykuły i wpisy w internecie widzę tego coraz więcej. Nie można obwiniać tylko zewnętrznych wpływów i podgrzewania atmosfery przez media, na to co ludzie wyrabiają. Byłoby to zbyt proste. I pokazywałoby że nie mamy własnego zdania i jesteśmy tylko sterowani jak roboty. Część społeczeństwa na pewno przyjmuje to wszystko bezkrytycznie bo jak pokazują to w telewizji to musi być prawda….  Nawet nie starają się dociec czy istnieje jakaś druga strona medalu….. No ale wszyscy????

Na pewno mamy własne rozumy, własne zdania, nie zgłupieliśmy przecież z dnia na dzień. Depresje, lęki, uzależnienia były wcześniej i wynikały z najróżniejszych przyczyn. Każdy mógł bać się różnych rzeczy, większość miała lub ma depresję, a reszta będzie miała. I to zarówno zwykli ludzie jak i celebryci czy sportowcy. Nawet jeśli wydaje ci się, że ten sportowiec, czy tamten celebryta czy sąsiad z podwórka – to ma klawe życie i na pewno niczym się nie martwi i nie ma kłopotów – to prawdopodobnie mylisz się. A im wyżej ktoś jest w hierarchii tym większe obciążenia psychiczne są. Bo jego wpadka to już nie jest sprawa prywatna ale publiczna. I będą o tym pisać, wytykać palcami, nie dadzą zapomnieć. Każdy ma inna sytuację, inne życie i inne cele ale każdy spotkał się z tym, że coś szło nie tak. Życie to nie jest pasmo sukcesów. Były na pewno i choroby i stresy zawodowe i śmierć bliskich i problemy finansowe, sercowe. Ale chodziło o to, aby mieć przekonanie i wolę walki aby przeczekać te problemy, walczyć i podnieść się. O ile w większości te stresujące sytuacje trwały w miarę krótko i pozwalały nam znów stanąć na nogi, to w niektórych przypadkach trwających kilka miesięcy już nie jest tak łatwo dźwignąć się samemu.

Kiedyś ludzie wstydzili się rozmawiać o strachu czy lękach czy obawach. Depresja? Weź daj spokój, weź się w garść, napij się, jutro będzie lepiej. Tylko że jutro nie było lepiej, picie zamieniało się w chlanie i uzależnienie. Nikt cię nie rozumiał i nie mógł pomóc bo nie wie co dzieje sie w twojej głowie. Więc odsuwałeś się i zamykałeś w sobie coraz bardziej a rodzina i bliscy też nie rozumiejąc i nie umiejąc pomóc, także izolowali się. To mogło ciągnąć się miesiącami i latami. Część jakoś sobie poradziła i wyleczyła, albo raczej mówiąc – ZALECZYŁA problem. Bo według mnie, jak już człowieka dotknęło takie złamanie psychiczne – to będzie to siedziało zawsze, uśpione ale gotowe wyjść gdy dotknie nas znowu jakaś sytuacja, z która nie potrafimy się zmierzyć i szybko zneutralizować. 

odcinek31a

Kiedyś nie mówiło się o swoich problemach, dziś też nie jest to takie proste. W dobie kreowanego dobrobytu każdy chce pokazać, że jest super i świetnie sobie radzi. Wiadomo, że inni mają swoje problemy i nikt nie chce słuchać o twoich problemach. Ale takie ukrywanie rzeczywistości kosztuje jeszcze więcej zdrowia psychicznego. Bo walczysz z problemami i maskujesz jednocześnie te problemy przed światem. To kosztuje bardzo dużo energii. 

Ale co mnie właśnie skłoniło do pisania o tym? Jednak to, że ludzie coraz częściej zaczynają o tym otwarcie rozmawiać. Zaczynają o tym pisać w social mediach, w internecie. Zaczynają rozmawiać ze sobą. Oczywiście na początku wymaga to przełamania się ale często obracamy to w żarty aby przejść przez ten etap w miarę łagodnie, “nabijając się” z siebie i z sytuacji. Ale rozmowa i otwarcie się przed kimś to podstawa. Bo pamiętaj, że to co ukrywasz i czego się boisz może stać się kolejną bronią czy szantażem innych ludzi wobec ciebie. Bo są tacy gdy tylko poczują, że jest słabszy natychmiast bez żadnych skrupułów, wykorzystają to przeciwko tobie. Dla korzyści materialnych albo ze zwykłej zawiści. Natomiast gdy otworzysz się i potraktujesz to zwyczajnie – wybijasz im broń z ręki. I pozbywasz się jednego z ciężarów. I możesz skupić się na walce z podstawowym wyzwaniem, który trzeba rozwiązać. 

Rozmowa – dla mnie bardzo ważna rzecz bo pozwoli się “oczyścić”, zrzucić trochę tego co ukrywałeś przed innymi i właśnie pozbawić się tego strachu przed tym: CO INNI POWIEDZĄ? Nie ma się co tym martwić, bo dziś na pewno też gadają o tobie i obrabiają ci dupę. Ale tylko tyle mogą. A ponieważ nie płacą za ciebie rachunków to też nie mogą ci doradzać ( a bardzo by chcieli). 😉 Natomiast to są twoje wybory, twoje życie i twoja odpowiedzialność. Nasuwa mi się tu taka ilustracja: “Facet cofa auto, kolego woła: cofaj, cofaj. I nagle: bum. uderzenie, zderzak odpadł. A kolega mówi: a teraz chodź i zobacz co narobiłeś…… “:) 🙂 🙂  Bo to jest takie życiowe, ci co zawsze chcą doradzać i namawiać – zrób to a tamtego nie rób – na końcu zachowają się podobnie i powiedzą ci: NO POPATRZ CO NAROBIŁEŚ….

Dlatego uważam, że większość z ludzi ma podobne problemy co każdy z nas, mamy problemy z radzeniem sobie z tym czego otoczenie od nas wymaga. Nie jesteś sam/sama. Ludzie radzą sobie i z problemami i z chorobami. Ale nie można “dusić” tego w sobie. Trzeba rozmawiać ale odradzałbym rozmowy na ten temat z osobami bliskimi czy rodziną. Tu wchodzą w grę uczucia, emocje oraz zaangażowanie i poczucie winy. Lepiej pogadać z dobrym znajomym bo łatwiej mówić do osoby niezaangażowanej aż tak bardzo, która wysłucha i nie będzie oceniać. Może coś doradzi (choć wątpię nawet jeśli to będą szczere intencje) ponieważ i tak do końca nikt nie wie co ci siedzi w głowie. 🙂 🙂 

Na koniec mogę tylko napisać, że całe szczęście że nie wszyscy ludzie jednak są podli. 🙂 

I to jest dobra wiadomość. Dobrych ludzi została garstka ale zapewne będziesz mógł liczyć na pomoc i wsparcie, może nawet od tych, od których nawet się nie spodziewałeś. Więc wszystko w życiu jest po coś. 

A jeśli zainteresowałeś/zainteresowałaś się tym co napisałem i może nawet czujesz, że coś w tym jest i odczuwasz podobnie – to nawet możesz napisać albo zadzwonić do mnie. 🙂 Przeczytam, Wysłucham 🙂