Dieta – moda czy konieczność? I co na to „tłusty czwartek”? 🙂 – Odcinek 17

Andrzej Gnoiński dieta

Ostatnio ten temat mnie nie opuszcza… a dziś dodatkowo był „tłusty czwartek”. I co z tym zrobić? Jak się zachować ? kiedy walczysz o wagę a tu z każdej strony, nawet jak nie chcesz to dadzą za darmo do wody gazowanej, którą zamówiłeś w kawiarni 🙂 No jesteś na przegranej pozycji …. Hahaha

Ale właśnie. Czy katować się? Odmawiać wszędzie czy podejść do tego na luzie? Ciekawe jakie jest wasze zdanie i co byście zrobili? Zachęcam cały czas do podzielenia się ze mną, z osobami które czytają tego bloga i pozostawienia waszych opinii. Bo wiem, że to może urosnąć do wielkiego problemu, z którym niektórzy mogą mieć spore kłopoty..

Ale żeby nie trzymać was w niepewności: TAK. Zjadłem dziś 2 pączki. Generalnie wychodząc z domu miałem mocne postanowienie, że nie zjem. I co? Pierwsza próba: idąc na spotkanie natknąłem się na panią, która reklamując pewną firmę rozdawała pączki. Bardzo był smaczny. No dobrze myślę sobie: jeden nie zaszkodzi. Wszedłem na spotkanie do kawiarni i zamówiłem wodę gazowaną a tu przesympatyczny kelner pyta: a pączka z nadzieniem różanym czy waniliowym??? No i ten z waniliowym to była petarda 🙂

Więc co robić? Na pewno wybaczyć sobie. Nie żyjemy po to aby się katować. Żyjemy właśnie dla takich drobnych przyjemności, z których powinniśmy się cieszyć. Nawet jak mamy mocne postanowienia i trzymamy się ich, nie możemy popadać w skrajności. Jeśli mam jakiś plan jedzeniowy, to odrobina odskoczni raz na jakiś czas, niczego nam nie zaburzy. Jeśli chodzimy na siłownie, to jak raz nie pójdziemy bo znajomy ma urodziny, też się nic nie stanie. Zawsze byłem zwolennikiem kompromisów a nie radykalnych działań.

Ale właśnie dlatego postanowiłem dziś napisać o tych chwilach słabości bo znałem i znam osoby, które pewne postanowienia traktują zbyt serio i dosłownie. A każde odstępstwo jak złamanie 10 przykazań. I niestety w dobie ciągłych pokus jest z tym kłopot. Bo możemy albo sobie odpuścić albo katować się, że znowu coś nam nie wyszło. A to prowadzi do frustracji i obwiniania się. I tu dochodzimy do podstawowego pytania czy nasze nastawienie do diety czy odchudzania to wpływ mody bo tak wypada czy konieczności wynikającej ze zdrowego rozsądku.

U mnie wygrał w końcu zdrowy rozsądek. Jak pisałem już o tym osiągnąłem swój życiowy rekord wagi i podjąłem decyzję, że najwyższy czas schudnąć. I nie tylko decyzję ale zacząłem też działać. Pamiętajcie, że sama chęć jeszcze nie prowadzi do niczego. Bo to jest jak w tym pytaniu: na gałęzi siedzi sześć gołębi. Jeden mówi: chcę odlecieć. Ile teraz siedzi gołębi na gałęzi? Dalej sześć. Bo tamten tylko chciał odlecieć ale nie odleciał 🙂 A ja też cały zeszły rok chciałem schudnąć. I nic się nie wydarzyło. Dopiero jak podjąłem decyzję i zacząłem to wykonywać zaczęło się właściwe działanie i rezultaty. 🙂

I teraz wiele osób pyta mnie co robię, jak to robię, co używam, czego nie jem, z czego korzystam. A jak odpowiadam, to zdecydowana większość mówi: to ja jeszcze muszę to przemyśleć. I nie ma u nich działania. A ja na wiele rzeczy sobie też pozwalam. Potrafię być bardzo restrykcyjny przez jakiś okres ale potem robię sobie krótką „nagrodę” za osiągnięcie jakiegoś celu. W moim przypadku to działa. Stawiam sobie krótkie cele i szybko do osiągnięcia np. schudnę 3 kg i nagroda 🙂 . Może to być wszystko co sprawia jakąś radość. U mnie jest to jedzenie i picie  😉 Jeśli osiągnę kolejny cel mogę pozwolić sobie na ulubioną pizzę albo pastę przygotowaną przez mojego przyjaciela Giancarlo Russo. Jaką on robi pastę z wódką, śmietaną i świeżo tartym serem…, no i oczywiście makaron al dente. No palce lizać. To danie nie ma nic wspólnego z dietą ale jest PYSZNE. 🙂

I kiedy wrzucam takie zdjęcia z jedzeniem czy winem ludzie piszą mi: co to za dieta. Też chcę taką. 🙂 No proszę bardzo. Każdy tak może. Tylko po tej chwili „słabości” ja nie wyrzucam sobie, że coś źle zrobiłem, że teraz muszę się zakatować przez dwa następne dni samą wodą. Bo takie podejście prowadzi tylko do frustracji, obwiniania się. Ja wiem, że to nie jest słabość tylko przystanek i to zaplanowany. Wtedy z jeszcze lepszym nastawieniem idę dalej bo wiem, że niedługo czeka mnie kolejny etap. Muszę tylko trzymać się planu działania, osiągania celów i nagradzania się. Bo jeśli tego bym nie robił, to wiem że za jakiś czas straciłbym motywację, zacząłbym szukać wymówek i ostatecznie cały plan wziąłby w łeb.

Jesteśmy tylko ludźmi. Ja żyję, żeby CZUĆ SIĘ DOBRZE. I wiem co sprawia mi przyjemność i kiedy czuję się szczęśliwy. Nigdy nie zakładałem jak niektórzy, że już do końca życia będę super zdrowo się odżywiał, że już nigdy nie napiję się wina, że restrykcje które dziś sobie wprowadziłem trwają dożywotnio. Bo po co to w takim razie robić? Jaki jest cel katowania się? Żeby dłużej żyć? Tylko po co dłużej żyć w takim razie? To jest radość życia? Może dla niektórych tak, ale ja inaczej to rozumiem. U mnie celem jest rzeczywiście zrzucenie 20 kg zbędnej wagi bo to co dźwigam to stanowczo za dużo. I nie uważam, żeby 4 miesiące jakie sobie zaplanowałem na osiągnięcie tego to zbyt długo na okres pewnych wyrzeczeń. Podkreślam – pewnych wyrzeczeń bo nie rezygnuję ze wszystkiego. I mam też dokładnie określone co będę robił kiedy zrealizuję już swój plan docelowy. Ale dziś jeszcze tego nie zdradzę bo to temat na inny odcinek mojego bloga 🙂

A jeśli ktoś z was ma jakieś wątpliwości lub nie wie jak się zabrać i rozpocząć – zapytaj mnie. Bardzo chętnie podzielę się swoimi doświadczeniami indywidualnie. Ale nie na takiej zasadzie jak prowadzenie przez zawodowych trenerów czy dietetyków, bo nawet nie aspiruję do tego. A poza tym nie czuję się ani kompetentny ani na siłach aby to robić. I uważam też, że robota profesjonalisty będzie najlepsza bo koniecznością jest nawet się konsultować i badać. Więc namawiam oczywiście do korzystania z pomocy osób, które robią to zawodowo bo oszczędzi to wam sporo czasu i niepotrzebnych nerwów. Zawsze powtarzam, że to co na początku może się wam wydawać drogimi i zbędnymi wydatkami, w ostateczności jest dużo tańsze niż wielokrotne podejmowanie działań bez rezultatów. I ja też korzystam z porad specjalistów aby utwierdzić się w skuteczności swoich działań. To co ja mógłbym zaoferować to wsparcie i dzielenie się tylko moimi doświadczeniami. Podkreślając, że każdy jest inny, należy spróbować co dobre jest konkretnie dla ciebie. Ale wiem jak bardzo ważna jest motywacja, wsparcie, podzielenie się nawet swoimi celami bo wtedy nie są anonimowe i stają się oficjalne. A wiecie jaka potrafi być presja i wpływ otoczenia. Czasami zabójcza. Więc rada dla zdecydowanych: ogłoś co zamierzasz i będziesz miał pewność, że pilnować ciebie będą wszyscy :).

Więc piszcie, kontaktujcie się, pytajcie. Piszę to na blogu bo chcę się dzielić swoimi doświadczeniami. Chcę dać coś od siebie bo ja też dostawałem i dostaję pomoc kiedy tego potrzebuję. Moja Agnieszka jest dla mnie ciągłym wsparciem i motywacją. Mam szczęście, że jest ze mną bo to daje bardzo często siłę żeby wytrwać. I wiem, że w słabszych chwilach mogę jej o tym powiedzieć i Agnieszka pomoże mi czasami samym wysłuchaniem a czasami dłuższą wiązanką 🙂 Bo nikt nie wie tak jak ona co oznacza przełamywanie swoich słabości i walka z nimi. Bo wie, że człowiek nie osiąga sam swoich celów ale liczy się drużyna, zespół i ludzie dookoła. Bez tego człowiek jest raczej skazany na porażkę. Słuchałem tego od niej wiele razy, czytałem też to w jej książce „Nokaut. Historia bokserki”. I wielokrotnie słuchałem tego jak mówiła to do innych na spotkaniach motywacyjnych z różnymi ludźmi. I za każdym razem słuchając jej wynoszę też coś nowego co pozwala spojrzeć na trudne rzeczy w nowy sposób.

Więc ja też chcę pomóc bo wierzę, że karma wraca. Pomogę wystartować o ile jesteś zdecydowany. Bo to ta najważniejsza decyzja musi być twoja. Nikt tego nie zrobi za ciebie. I musisz pamiętać, że robisz to też tylko dla siebie. Nie dla innych bo inni dbają tylko o siebie i to też jest naturalne. Ale wiadome jest też że bardzo interesują się i będą interesować się twoim zżyciem i twoimi postępami albo wytykać ich brak. Wszystko to jest potrzebne. Ale jak już się zdecydujesz i ruszysz to uwierz mi, że dalej będzie tylko lepiej. I jeśli zechcesz mogę tez w tym uczestniczyć. A może Agnieszka wtrąci czasami swoją motywację? Nie mogę obiecać, że tego nie zrobi. Bo ona też to lubi 🙂 . A ja w nagrodę będę zabierał cię do Giancarlo Russo, żeby przygotował dla nas nagrodę 🙂 Dobra motywacja? No kurde… dla mnie najlepsza.

I chciałbym potem oczywiście napisać parę słów na moim blogu z tych nowych doświadczeń, bo ty też będziesz się mógł podzielić nimi z innymi. I zobaczysz jaka to jest frajda zrobić coś dla siebie i móc opowiedzieć o swoich sukcesach. A każdy taki przypadek wzmacnia wiarę innych w siebie. A szczególnie historia znanego ci osobiście człowieka. Bo znasz go, wiesz co robił i jeśli jemu się udało to tobie tez się uda. Bo pomimo tego, że żyjemy trochę w internecie i sugerujemy się opiniami nieznanych nam osób przy zakupie bluzki, butów, telewizora czy suplementów albo skorzystania z zagranicznego wyjazdu to najbardziej do nas przemawiają jednak sytuacje i historie znajomych. Inna sprawa czy my z tego potrafimy skorzystać? Ale to już jest temat na kolejny odcinek 🙂