Dieta, odchudzanie – czy NAPRAWDĘ tego chcemy ? – Odcinek 20

Dieta, odchudzanie – czy NAPRAWDĘ tego chcemy ? – Odcinek 20

Dieta i odchudzanie towarzyszą nam obecnie wszędzie bo panuje taka moda a z drugiej strony żywność jest tak zła i napompowana spulchniaczami i dopełniaczami, że robimy się coraz grubsi i niesprawni ruchowo. Wszyscy dookoła gadają o tym jak zdrowo się odżywiać, co jeść, jak się suplementować, jak trenować i w ogóle. Każdy jest ekspertem, ale to akurat mnie nie dziwi bo jesteśmy Polakami a tu każdy jest ekspertem od wszystkiego. 🙂 Od odżywiania przez prowadzenie polskiej reprezentacji piłki nożnej aż na klonowaniu ludzi i lotach kosmicznych kończąc. No wymarzone dyskusje z panelem naukowym na poziomie uniwersyteckim.

Od czasu kiedy pierwszy raz napisałem, że zaczynam pracować nad uregulowaniem mojej wagi, nawet nie wiecie ile dostałem pytań jak to zrobiłem, co robię i że ludzie też tak chcą. To oczywiście pojawia się falowo wtedy kiedy ja robię jakiś wpis na blogu, albo na fb albo wrzucę zdjęcie wagi. W tak zwanym między czasie zainteresowanie moją osobą i tym czy się odchudzam, czy nie oraz czy w ogóle istnieje czy nie spada – do poziomu tzw. podtrzymania życia. Ale to jest normalne. Bo każdy, w tym ja jak najbardziej, interesuje się SWOIM życiem, i to ma największe znaczenie dla mnie, tak jak dla każdego z was. I wystarczy to tylko powiedzieć głośno a nikt nie powinien się o to obrażać. I to jest wspaniałe, bo to oznacza, że tylko my mamy wpływ na swoje życiem,  wybory życiowe, gdzie jesteśmy i kim będziemy. I tak zwana opinia otoczenia nie ma żadnego wpływu, bo to nie otoczenie poniesie konsekwencje wyborów, nawet jeśli namówili cię do czegoś. Pamiętaj doradców jest mnóstwo i sukces ma wielu ojców, ale porażka jest zawsze sierotą i zostaniesz sam.

Kluczowym pytaniem zawsze, nie tylko w odchudzaniu jest: CZY TEGO NAPRAWDĘ CHCESZ? Ale NAPRAWDĘ? I nie ma się co oszukiwać przed sobą, bo nie robicie tego dla nikogo innego, a tylko dla siebie. Ja wiele miesięcy nie odczuwałem tak naprawdę potrzeby zrzucenia kilogramów, mimo że otoczenie już było bardzo w natarciu. Ale przyszedł wreszcie moment kiedy powiedziałem sobie wieczorem: to jest ten czas. Zaczynam. I określiłem sobie 2 stycznia, że ważąc 110 kg mam cel na 1 maja, że osiągnę 90 kg. 4 miesiące, cel realny i do zrobienia. Najważniejsze w tym, jak i zawsze kiedy chcemy coś osiągnąć,  to wiedzieć co chcemy i do kiedy to zrobimy. Bez tego zostaniemy na etapie: ruszam do boju i jakoś to będzie. A to się kończy raczej niepowodzeniem.

Bo wiele osób pytało i pyta co robię: więc ja grzecznie tłumaczę od początku jak przechodziłem poszczególne etapy. Że najpierw odstawiłem niektóre produkty jak pieczywo, makarony, mięso wieprzowe, alkohol, napoje kolorowe. I ustaliłem mniejsze porcje oraz wprowadziłem większą ilość suplementacji. Oraz duża ilość wody: do 4 litrów dziennie!!! Bo przy chudnięciu zalecają ok. 40 ml wody na kg ciała. Tak, aż tyle i tylko tyle. Nie jest to wiele biorąc pod uwagę, że jest to np. tylko 8 piw ☺. Prawda, że patrząc na to z tej strony nie jest to dużo 🙂  To wystarczyło na pierwszy okres i zrzucenie pierwszych 10 kg. O rany. Patrząc na to dziś, ale łatwo to poszło. Pierwsze kilogramy schodziły codziennie aż miło było patrzeć. I oczywiście mówiłem o tym ludziom, którzy chcieli też 🙂 Ale okazało się znowu że chcieć to nie wszystko bo jeszcze trzeba coś robić tzn. trzymać się planu i nie pozwalać sobie na odstępstwa. Bo same proszki sprawy za nikogo nie załatwią. Nie ma cudownej recepty ani pigułki. Postawą jest połączenie kilku czynników.

I słyszałem wielokrotnie, tak chcę, co zrobić. A jak zacząłem tłumaczyć i wyjaśniać to na końcu było: to ja jeszcze sobie to przemyślę. HAHAHAH. Co tu myśleć. Dostajecie wystarczającą ilość informacji aby zdecydować. To że muszę coś przemyśleć to jest tylko wymówka. I zawsze takie podejście kończy się na myśleniu. Jeśli nie jesteś zdecydowany, to po prostu powiedz, głównie sobie: to jeszcze nie jest ten czas. I to będzie lepsze, niż myślenie. Bo odchudzanie nie jest za karę. Każdy musi dojrzeć do tego i zrobić to wtedy kiedy jest gotowy. Nie ma na to odpowiedniego czasu. Każdy ma inny, swój czas, właściwy dla siebie.

Ale kiedy się zdecydujesz, to zacznij. To jedyna droga. I od razu. Nie od poniedziałku, nie od jutra, nie po świętach. Bo później każda sytuacja, jak np. święta, będą znowu wymówką że przerwę tylko na trochę. I to trochę trwa znowu rok albo dwa. Jest to o tyle ważne, że w etapie chudnięcia masz tyle pokus i momentów zwątpienia, że jeśli nie jesteś sam zmotywowany i nie wiesz po co to robisz – to przegrasz. I piszę to tutaj, żeby uświadomić każdemu że nie jest to łatwe, więc jeśli nie jesteś wewnętrznie przekonany – to odpuść sobie. Ale dla tych co wiedzą i NAPRAWDĘ chcą – musze powiedzieć, że da się i wszystko jest możliwe. I że dacie radę bo ja dałem radę. A jak ja, który nie jestem przykładem systematyczności dałem radę, to wy też sobie poradzicie. Niemożliwe nie istnieje i wszystko jest w głowie. Może to frazesy, ale ja to wiem i tak czuję. Bo to działa. Ale początek jest najtrudniejszy i wszystko zależy od nastawienia. Bo jeśli powiesz sobie, że nie dasz rady – to masz rację. Ale jeśli powiesz sobie, że dasz radę – to też masz rację.!!!!

Jak napisałem – początek jest super. Waga idzie w dół. Potem zaczynają się schody. U mnie stanęło po przekroczeniu wagi 100kg (więc zrzuciłem 10 kg). I pochwaliłem się zdjęciem wagi z wynikiem 99,7 kg. WOW!!!. Ale jestem dobry. Zrzuciłem dychę. A było to w połowie lutego więc po około 45 dniach. No i coś stanęło. Dziś wiem, że stanęło w mojej głowie. Bo poczułem się, że mogę, więc dalej nie muszę już tak restrykcyjnie….. Poczułem, że może mi to wystarczy, bo jest nieźle. A wiecie, że dobre jest wrogiem lepszego. Jeśli poczujecie najmniejszy komfort, że jest nieźle, ale wprawdzie daleko od tego co rzeczywiście chcecie, ale a tyle nieźle, że można się z tym przemęczyć, to jest pozamiatane. Już zaczęły się gratulacje, wow, tyle zrzuciłeś, jesteś super itp. Kurde, czujność straciłem.

I tak trwałem praktycznie przez cały marzec, upewniając siebie, że jest ok, bo nie przytyłem, ale waga też się nie ruszała w dół. A mój wyznaczony przeze mnie termin i cel zbliżał się nieubłaganie. I co? Nie zrobię tego? Jest dobrze tak jak jest? No nie, chcę dalej. Ale nie mogę. Robię wszystko tylko mi nie idzie. Dobre wymówki? Bardzo dobre. Więc pomyślałem, że skoro robię wszystko tak jak wcześniej, to znaczy że organizm się przyzwyczaił i trzeba coś zmienić bo popadłem w rutynę i to już nie wystarczy. A czego do tej pory unikałem jak ognia? Ćwiczeń fizycznych. Bo też miałem wymówkę, że jestem za gruby i nie mogę  chodzić bo mi stawy wysiądą. No to teraz powiedziałem sobie: już zrzuciłeś tyle kilogramów, że możesz zacząć spacerować. I poszedłem 🙂 Rano po przebudzeniu dres i idziesz. Jezu jak się nie chce wstać i ubierać, ale jak zaczniesz iść to trochę lepiej. Chociaż kryzys dopada po 20 minucie marszu, a kolejny po 40 minucie. Więc cały czas rozmawiasz ze sobą, że musisz tyle bo organizm zaczyna spalanie dopiero po 40 minucie więc idziesz. Ale to uczucie, które masz po zakończeniu marszu wynagradza wszystko: zrobiłem to, dało się i jest super.!!!

I tak tydzień maszerowania i waga drgnęła ale niewiele. Znowu myślenie, czemu nie tak jak sobie to wymarzyłem. Trzeba wprowadzić kolejne modyfikacje. Marsze rano i wieczorem, albo tylko wieczorem, albo niecodziennie. Czasami warto dać organizmowi odpoczynek i będzie to lepsze niż katowanie się codzienne. Rutyna zabija i przyzwyczaja organizm. Trzeba ciągle coś zmieniać, jak w życiu. Jedzenie, suplementy –zmieniamy, nie codziennie to samo. Ale musimy o tych rzeczach pamiętać, szczególnie jeśli ograniczamy przyjmowanie jedzenia. I tak nasze pożywienie jest ubogie w witaminy i minerały, które są potrzebne dla prawidłowego funkcjonowania organizmu. Pamiętajmy, że miliony komórek codziennie giną w nas i codziennie powstają nowe. Ale dla ich funkcjonowania potrzebne jest właściwe ich odżywianie. Jeśli nie dostarczymy odpowiedniej ilości składników, to organizm sam sobie nie poradzi. Straciliśmy przez lata ewolucji chociażby zdolność do wytwarzania witaminy c w organizmie. A ona jest potrzebna do syntezy białka i wielu innych czynności. Tak samo jak odpowiednie dbanie o działanie układu pokarmowego, który pomaga ci albo przeszkadza przy odchudzaniu. Jeśli niewłaściwie to robisz organizm będzie się po prostu bronił i nie będzie reagował jak chcesz. Ale jeśli będziesz słuchał siebie i swoich potrzeb organizm zacznie cię wynagradzać za to.

Kilka słów jeszcze o ćwiczeniach: nie lubię się męczyć.  Ale jeśli to coś pomaga to trzeba, więc też namawiam na ruch. I rzeczywiście wystarczy zacząć spacerować, bez patrzenia na tempo. Wystarczy 1 godzina dziennie, każdy z nas może sobie to wygospodarować, i tylko 1 godzina zwykłego spacerowania. Spacerować, chodzić potrafimy od dziecka. Tego się uczymy pierwszego, żeby wstać i iść. Zajmuje nam to więcej czasu niż zwierzętom po urodzeniu, ale jednak kiedyś wstajemy i idziemy. Bo to jest dla nas naturalne. Możemy chodzić, cieszyć się i uśmiechać do innych. A nie jest to wcale popularne. Ciekawa obserwacja: chodząc patrzę na mijające mnie osoby, które biegają i kiedyś się uśmiechałem do nich ale teraz już się boję. Nie spotkałem w ciągu 2 miesięcy, żadnej osoby biegającej, która była uśmiechnięta. Więc zastanawiam się po co to robić. Patrzę na nich i myślę, że cierpią bardzo bo tak wyglądają twarze biegających. Inna sprawa, że wiele z tych osób które zaczęły biegać rekreacyjnie, wkrótce zaczyna myśleć o wynikach, biegach na 5 km, półmaratonach, maratonach, ultramaratonach, biegach nocnych, ironmenach itp. Nie rozumiem tego bo nierzadko kończy się to kontuzjami, wypadkami i wycieńczeniem organizmu. Wiem co to jest sport wyczynowy. Trzeba zabić organizm i wstać następnego dnia aby pokonać kolejna granicę. Bo to jest wyczyn i zawodowstwo. Ale to nie dla ludzi, którzy pracują 10 godzin w biurze i nagle zdecydują: zostanę ironmenem… Chyba że się mylę, ale to mój blog i moje zdanie, więc tak tu zostanie.

4 miesiące 17kg

Piszę ten odcinek dziś, bo wiem, że zrealizuje swój cel. Zostało parę dni i 93 kg na wadze 🙂

Dziś pierwszy raz wrzuciłem do sieci swoje zdjęcia brzucha, które robiłem w grudniu kiedy ważyłem 110 kg i dzisiejsze -17kg. Zrobiło to wrażenie na mnie więc się chwalę :). Ale żeby też pokazać komuś kto się waha, że można. Każdy może. Jeśli ja mogłem to każdy z was też. Bo nie posiadam żadnych specjalnych predyspozycji, uwielbiam gotować i jeść i nie miałem pomocy z zewnątrz. Jeśli już to raczej nikt we mnie nie wierzył, że to zrobię. I nie dziwię się bo wielokrotnie mówiłem, że się odchudzę i nie zaczynałem.

Moje posty zawsze są bardzo osobiste i pisze tak jak czuję. Nie mam oporów, żeby „obnażać się” w sieci, bo znam siebie, jestem pewny tego co robię i nie przejmuję się otoczeniem. Bo dojrzałem do tego, żeby robić to co robię dla siebie. Bo traktuję to trochę jak terapię i mogę powiedzieć co chodzi mi po głowie. I wiem też, że wielu chciałoby schudnąć i brakuje im czegoś. Może dostrzeżecie na moim blogu coś co was skłoni do działania. Wiem, że kilka osób  zainspirowałem i trwają w tym i udaje im się. Cieszę się także z tego bardzo, trzymam kciuki. Szczególnie za przyjaciółkę Anię, którą podziwiam za konsekwencje i upór. Bo zaczęła, są wyniki i święta jej nie złamały. A pokus było wiele. Więc Aniu trzymaj się dzielnie. Idzie świetnie i dasz radę. Wiem, że są też osoby, które dalej mnie pytają i nie mogą zacząć. Ale nie martwcie się, to pewnie jeszcze nie ten czas. Jak przyjdzie odpowiedni, będziecie to wiedzieć i wtedy zaczniecie. A ja chętnie coś podpowiem, ale bez nacisków, dlatego że każdy jest inny i musi znaleźć swoją drogę.

A ja swojej jeszcze nie kończę. Tak mi się spodobało, że postawiłem sobie kolejny cel – 85 kg na koniec czerwca 2019. 🙂 Tak więc przygotowania do akcji lato uważam za rozpoczęte.

Zachęcam do czytania kolejnych odcinków. Mam nowe pomysły 🙂 🙂