Jeśli nic się nie zmienia to trzeba coś zmienić – czyli o Dobrej zmianie – Odcinek 19

Jeśli nic się nie zmienia to trzeba coś zmienić - czyli o Dobrej zmianie – Odcinek 19

Nie, nie, nie. Nie będzie nic o polityce. Nie dam się na to nigdy namówić. Ja nie muszę mieć racji – ja chcę być po prostu szczęśliwy. 🙂

Napisałem już kilka razy o odżywianiu, diecie i odchudzaniu, ale wraca ten temat bo dalej zmagam się z tym wyzwaniem. Wprawdzie całkiem nieźle mi to idzie a jednak po drodze nie obyło się bez kilku potknięć 🙂 . I chce to napisać, żeby podzielić się z wami moimi doświadczeniami bo wiem że kilku znajomych także zawzięło się żeby coś zmienić w swoim życiu zaczynając od zwiększenia komfortu życia przez zmniejszenie wagi !!! Tak, tak. Zobaczycie jak wszystko zacznie się zmieniać jak zdecydujecie się na zrzucenie kilku kilogramów. Uwierzcie mi, bo sam przez to przechodzę. Poprawa snu, wydolności, oddechu, brak pocenia, uśmiech na twarzy i ciuchy, które znowu pasują po kilku latach leżenia w szafie. I nie robię tego aby usłyszeć od kilku osób: O rany, ale schudłeś. To miłe, ale robię to dla siebie i dla nikogo innego.

Na moim blogu pisałem jak i dlaczego rozpocząłem zrzucanie wagi od początku roku 2019 (Odcinek 15 – Odchudzanie. Jak to jest z tym naprawdę?). Minęło 2,5 miesiąca od 3 stycznia i zrzuciłem 12 kg. Niezły wynik. Brawo ja. I tak się tym ucieszyłem, że przez miesiąc waga nie drgnęła wcale (całe szczęście, że nie zaczęła iść znowu w górę). Ten pierwszy okres kiedy waga zaczęła spadać regulowałem to tylko pożywieniem. To znaczy: zmniejszeniem porcji i wyeliminowaniu w posiłków kilku podstawowych składników typu: chleb, makaron, cukier, kolorowe napoje gazowane, kawa i alkohol. Pozostałe rzeczy jadłem i uzupełniałem to tylko naturalnymi suplementami. I to wystarczało do pewnego momentu i przyszedł dzień, że przestało wystarczać.

Ja oczywiście nie zorientowałem się od razu….. Tak naprawdę to chyba miesiąc zajęło mi ocknięcie się, że coś nie idzie zgodnie z planem… Taki jestem …. Na usprawiedliwienie (tak, szukamy usprawiedliwień, żeby się wytłumaczyć, że to nie moja wina) muszę powiedzieć, że chyba za dobrze się poczułem już z tą waga. Zjazd 12 kg robi swoje, spodnie nie są tak ciasne, buty można znowu zawiązywać bez walki o przeżycie i oddech. Tak, poczułem się dobrze. I o to chodzi. Bo chcemy się czuć dobrze. Ale zapomniałem, że postawiłem sobie cel. Cel, który trzeba zrealizować. A celem jest waga 90 kg na 1 maja. Dobry, ambitny cel, ale realny i okres 4 miesięcy – jak najbardziej do zrealizowania. A ja zatrzymałem się w połowie.

Ktoś może powiedzieć: i tak jest nieźle. Jasne. Też jestem z tego zadowolony. Ale to dopiero półmetek. To tak jakbym poszedł na film do kina i w trakcie seansu wyszedł do toalety i już nie wrócił bo pomyślałbym sobie, że zobaczyłem już sporo tego filmu. I jest niezły, ale już mi wystarczy. I może kiedyś zobaczę jak się kończy…. Nie o to tu chodzi. Jak napisałem robię to dla siebie, ale z różnych powodów. Pierwszy powód – to na pewno profilaktyczna poprawa zdrowia, drugi powód – to lepsze samopoczucie psychiczne i zadowolenie z lepszego wyglądu. Ale jest i trzeci powód: pokazanie sobie, że jestem w stanie znowu realizować założone zadania i cele. Te 3 powody w sumie tworzą całość, która dopiero doprowadzi do wzrostu pewności siebie i tego, że rzeczywiście poczujecie się dobrze.

No dobrze, ale co zrobić jeśli chcę, jestem zdecydowany i robię a jednak nic się nie zmienia? To zawsze jest sygnał, że coś trzeba zmienić, bo dotychczasowe metody stały się rutyną. Nasz organizm przyzwyczaja się do różnych rzeczy. Zawsze i od zawsze. Nasze nawyki, przyzwyczajenia stają się „druga naturą”. Wchodzimy w coś, adaptujemy to i chcemy aby tak pozostało, bo to daje nam poczucie bezpieczeństwa i spokoju. Tak jest ze związkiem, pracą, jedzeniem, ulubionymi trasami a nawet myciem czy goleniem. Ciężko jest nam zmienić cokolwiek bo po co? – kiedy tak jest znośnie bo się przyzwyczaiłem. I zabijamy od dziecka tym chęć walki o coś lepszego. Bo to co znam jest takie jakie jest ale coś nowego zawsze jest nieznane. A jak nieznane to może złe, niebezpieczne, inne? Po prostu zostajemy w naszej, znanej strefie tzw. komfortu bo tak jest nam wygodniej. Ale czy musimy od razu zmieniać wszystko? Nie. Ja namawiam do zmian bo to pokazuje zawsze coś nowego. A nowe rzeczy i wyzwania są dobre, bo pokazują nam czy jeszcze mamy power, aby żyć czy już tylko wegetować. I wystarczą naprawdę małe zmiany, jedna nowa rzecz wprowadzona do naszego życia może pokazać nam nowe możliwości i otworzyć oczy na zupełnie coś nowego.

Bo jeśli wykonujesz tylko określone, stałe rzeczy, od lat, nawyki jak maszyna, automat to od lat osiągasz te same wyniki, to co osiągnąłeś kiedyś i raczej nie ma szans, aby sięgnąć po coś innego. Jeśli np. jeździsz autobusem linii 116 to raczej zawsze dojedziesz do tego samego przystanku końcowego (no chyba, że jest strajk i zmienili trasę, ale to i tak ostatecznie nie ma wpływu na to co osiągniesz). W książce Pawła Boreckiego „Pułapki w biznesie” przeczytałem, że w Kanadzie zdarzają się takie drogi, gdzie w większości roku jest zima i tylko czasami następuje odwilż. I wtedy ciężarówki tworzą głębokie koleiny, które następnie znowu zamarzają. I musisz odpowiednio i właściwie wybrać tor jazdy bo przez następne dziesiątki kilometrów będziesz musiał nim jechać gdyż nie będzie szans na zmianę toru jazdy bo utknąłeś w koleinach.

Ale wracając do moich zmian, gdy waga stanęła. Coś trzeba było zmienić. Ograniczenie jedzenie już raczej nie 🙂 Najprostszym rozwiązaniem było zacząć się ruszać. Unikałem tego jak ognia, ale w końcu i mnie dopadło. Koniec marca okazał się już cieplejszy i znowu zacząłem chodzić na spacery. A ostatnio ruszałem się w październiku zeszłego roku… Macie pojęcie jak było ciężko znowu ruszyć? Ale poszło. Pierwszy dzień, 5 km w czasie 1 godzina… Masakra. I to nie żaden bieg, trucht, tylko normalne chodzenie. Nie lubię biegać, a kiedyś lekarz mi powiedział, że bieganie nie jest odpowiednie dla ludzi bo ludzie nie potrafią biegać, niewłaściwie się do tego przygotowują i nie ma w mieście z reguły odpowiednich warunków do biegania. Bieganie po chodnikach, asfalcie, przy ulicach i samochodach robi większą krzywdę niż pożytek. Mnie to pasuje bo i tak jestem za ciężki na bieganie, które tylko uszkodziłoby mi stawy. Więc chodzenie mi pasuje. Mam rano godzinę na swobodne myślenie i układanie planów.

Pierwsze dni chodzenia w tym samym tempie i jakoś nie ma spektakularnych zmian. 5 dnia dopiero poprawiłem wynik na 5 km o….. 30 sekund. WOW!!! Ale zawsze coś. Natomiast gorzej, że waga też postanowiła przestać współpracować. Do tego nogi bolały już od rana i nie chciały chodzić. Wiec co? Znowu zmiana. Zacząłem robić przerwy między spacerami, aby zregenerować organizm. Kurde, kiedyś nie musiałem zastanawiać się nad częstą regeneracją, po prostu byłem młodszy. Ale dziś organizm nam nie pomaga albo realizuje swoje plany wynikające z pamięci genetycznej. Doszedłem do tego wniosku czytając o tym ile w nas jest z człowieka pierwotnego. Hormony odpowiadające za strach i ucieczkę reagują dziś tak samo jak kiedyś na tygrysa szablozębnego. Wieczorami jesteśmy bardziej sensualni, wrażliwsi na otoczenie i nasze odczucia, ponieważ kiedyś musieliśmy spać czujnie pod drzewem czy w jaskini w obawie przed atakiem drapieżników czy wrogów. Dlatego chociażby bóle zębów dopadają nas wieczorem i w nocy, tak jak gorączka. Ze względu na nasze wyostrzenie zmysłów. Więc myślę, że mój organizm też przygotowuje się na starość zwalniając metabolizm, obniżając testosteron i odkłada zapasy na później, kiedy nie miałbym już siły często chodzić na polowanie. Normalnie czas umierać 🙂
Ale nie. Ja się nie poddaję. Więc dziś trzeba inaczej rozkładać siły, trzeba przyglądać się sobie i wyciągać wnioski. Każdy jest inny, inne uwarunkowania, każdy musi sam dobrać swoje tempo dla siebie bo nie ma uniwersalnego rozwiązania. I ta moja zmiana dotycząca przerw między codziennymi spacerami wreszcie zaczęła przynosić efekty. Większa wydolność, szybsze tempo i 5 km szybciej o 2,5 minuty. Ale najważniejsze, że waga też się powoli ruszyła. Kolejne spacery coraz lepsze tempo i dziś 5 km w 44 minuty i 29 sekund. Od pierwszego spaceru i zmiany w myśleniu poprawiłem czas o 15 minut i 30 sekund!!! 🙂 .
I stało się to w 2 tygodnie. A waga spadła o kolejne 2,5 kg.

I żeby było jasne. Przez ten czas kiedy zmieniłem moje odżywianie i aktywność kilkukrotnie „zgrzeszyłem” więcej jedząc, pijąc alkohol, kusząc się na czekoladę czy inne słabości. Nie byłbym sobą gdybym się do tego nie przyznał, ale zdarzają się chwile słabości i trzeba to zaakceptować. Najgorsze jest wpędzanie samego siebie w poczucie winy, które nie jest konstruktywne. Generalnie musimy przyjmować pewne rzeczy i zdarzenia w życiu za fakt i nie zastanawiać się zbytnio nad nimi bo to wiąże naszą uwagę. W ogóle za dużo zastanawiamy się nad tym co się wydarzyło w przeszłości bo i tak nie mamy wpływu na to co już się stało. Ważne, żeby powiedzieć to sobie i zabrać się znowu do roboty i zniwelować niepotrzebne skutki. Na pewno należy uczyć się z przeszłości i nie dopuszczać do powtórek. Ale nie znaczy też oczywiście to, że musimy martwić się o przyszłość i co się wydarzy. Nie martwmy się na zapas bo często nasze wyobrażenie o przyszłości jest błędne bo oparte o wydarzenia z przeszłości, nasze nawyki i doświadczenia. I tak jeśli dzwoni ktoś do ciebie np. szef i mówi: „słuchaj, musimy pogadać dłużej. Zadzwonię do ciebie o 17…..” a jest godzina 10 to oczekując na telefon w głowie rodzą się różne pomysły. I cały dzień nic nie zrobisz bo myślisz, martwisz się i zastanawiasz. A ponieważ ten telefon już był to i tak nie masz wpływu na to więc może nie trzeba się martwić na zapas? Robić swoje, działać normalnie i poczekać na daną sytuację kiedy do niej dojdzie. Bez uprzedzeń i planowania. I zareagować odpowiednio dopiero kiedy pojawią się fakty. Bo okaże się na przykład, że szef chciał usłyszeć twoje zdanie w kwestii zatrudnienia nowej osoby……….

Warto też czytać, rozmawiać i konsultować swoje odczucia z innymi. Rozmowa zawsze pomoże, bo albo wzmocni cię, że dobrze robisz albo przekona cię, że inni się mylą … HAHAHAH….. Tak, Pamiętaj cały czas, że jeśli robisz coś to robisz to dla siebie. Bo tylko wtedy ma to sens. I nie wahaj się dokonywać zmian, drobnych, codziennych a zobaczysz jak reagujesz sam na to i jak zmienia się życie. DROBNE ZMIANY TO JUŻ DOBRA ZMIANA. Bo każda zmiana wprowadza nowe nawyki i zmienia stare. Stare nawyki czasami bardzo przeszkadzają abyś poszedł w całkiem nowym kierunku. A nawet tego nie dostrzegasz. I nigdy nie dostrzeżesz dopóki czegoś nie zmienisz. Nie tylko w odchudzaniu. Tutaj zawsze wprowadzaj zmiany jeśli uznasz, że organizm przyzwyczaił się do schematów i trzeba go zaskoczyć czymś nowym. Może to być bardzo fajne, bo wprowadzi wiele urozmaiceń do,( z reguły) nudnego odchudzania. A zmiana nie musi to być prostym przełożeniem wynikającym wprost jedno z drugiego. Ponieważ kiedy np. zaczniesz czytać codziennie 30 minut książki i uczyć się słówek (2-3 dziennie) z jakiegoś języka, którego zawsze chciałeś się nauczyć może doprowadzić cię to do zupełnie nieoczekiwanych dziś rezultatów np. poznania ciekawych kontaktów i zaskoczenia kogoś znajomością tego języka. Co może z tego wyniknąć? Albo np. gdybyś zabrał się za pisanie własnej książki, a na pewno masz coś ciekawego do przekazania innym ludziom, nawet jeśli wydaje ci się to banalne i nie ciekawe i wydasz tę książkę, a fakt ten spowoduje, że poproszą cię o wykład i możliwość stania się trenerem i coachem? Jest to całkiem możliwe i prawdopodobne bo znam takie przypadki. DROBNE ZMIANY wprowadzane w życie mogą powodować OGROMNE nowe rezultaty. I masz prawo tego oczekiwać, gdy chcesz się uczyć, rozwijać i wprowadzać zmiany do swojego życia. Natomiast jeśli wpadłeś kiedyś w koleinę i dobrze ci w niej na tyle, ze nie odczuwasz konieczności zmian to osiągniesz to co już osiągnąłeś. A jeśli jadąc tę koleiną oczekujesz zupełnie innych rezultatów np. nic nowego nie wprowadziłeś do swojego życia, nie rozwijasz się, nie czytasz, nie uczysz się, ale chciałbyś żeby ktoś cię dostrzegł i zatrudnił np. jako trenera rozwoju mentalnego to mam dla ciebie wiadomość. Albert Einstein powiedział kiedyś, że SZALEŃSTWEM jest robić wciąż to samo i oczekiwać innych rezultatów. Ale wystarczy drobna zmiana i już twoje życie idzie w innym kierunku.

Ale żeby coś zmienić, czasami trzeba też zmienić myślenie. Bo wszystko zaczyna się w głowie. Jeśli rano się zbudzisz i pomyślisz: Uda mi się dziś zrobić to co zaplanowałem – to BRAWO!!!. Masz racje. A jeśli zbudzisz się i pomyślisz: Dziś jednak mi się nic nie uda – to BRAWO.!!! Też masz rację. Bo nic na świecie nie jest w stanie ciebie zmotywować poza tobą samym. Samomotywacja jest motorem napędzającym zmiany i rozwój. Od ciebie zależy co się stanie z tobą. Więc nie oczekuj, że np. samo się schudnie bo są jakieś cudowne preparaty. Ty musisz zdecydować, czy naprawdę chcesz i najważniejsze – zacząć to robić……… Suplementy pomagają i wspomagają organizm, ale nie załatwią sprawy same. Ale na koniec dobra wiadomość: możesz schudnąć, możesz zrobić wszystko. Bo jest mnóstwo przykładów, że to się udaje. Bo ja wiem, że ja ważę dziś 14,5 kg mniej niż w grudniu 2018 roku. Więc można. I piszę to bo może komuś pomogę, kogoś zainspiruję, bo warto słuchać, pytać się innych i korzystać z doświadczeń. Nie trzeba wyważać już otwartych drzwi. Nie trzeba biegać jak w grach platformówkach po poziomach i szukać przejścia na kolejny poziom bo już jest ktoś kto przeszedł tę grę i może wskazać ci wyjście. Często wystarczy poznać osobę, która osiągnęła to co ty chcesz albo jest w miejscu gdzie ty chciałbyś być i zapytać jak do tego doszli. Tylko tyle. I aż tyle. Zapewniam, że podpowiedzą.

Na koniec: Miało być o drobnych zmianach w odchudzaniu. I było. Bo zmiany są nieodłączną częścią naszego życia, tak jak wg mnie dbanie o jakość życia, w tym odpowiednia dietę i wagę, jest także niestety nieodłączną częścią naszego „cywilizowanego” i konsumpcyjnego życia. Bo dzisiaj jedyne co pewne w życiu to – zmiany. Wykorzystajmy więc je świadomie i na naszą korzyść aby były to dobre zmiany, a nie oczekujmy na przypadkowe zmiany, które mogą nas doprowadzić w miejsce gdzie nie chcieliśmy się znaleźć. I będę czuł się szczęśliwy jeśli przynajmniej 1 osoba po przeczytaniu tego odcinka wprowadzi w swoje życie zmianę, nawet najdrobniejszą.

Czego wam życzę.