Pewność siebie – co za niepewny temat – Odcinek 18

Pewność siebie – co za niepewny temat – Odcinek 18

Właśnie.. WTF!! 4 razy podchodziłem do komputera, żeby to napisać. Zaczynam, skreślam. Zaczynam od nowa… Myślę o tym od paru dni i sam nie wiem jak zacząć i jak to ująć. Ale jestem pewny, że muszę o tym napisać. Po wielu rozmowach jestem zaskoczony jak jesteście niepewni siebie. Kurczę, nie wiedziałem, że aż tylu z moich znajomych jest tak niepewnych siebie.
Ale to jest też lekcja dla mnie, że jednak nie znam się na ludziach. 🙂  Nigdy bym nie powiedział ani nawet nie pomyślał, że macie jakieś obawy przed publicznym ujawnieniem swoich myśli czy emocji. Sami super wartościowi ludzie, (bo reszty całe szczęście już przy mnie nie ma – ale to jest temat na oddzielny odcinek 🙂  ), z własnymi historiami, doświadczeniami, wiedzą, umiejętnościami, których sam mogę wam pozazdrościć.
Naprawdę cieszę się, że jesteście i mogę też uczyć się od was.

Ale zapytam teraz ciebie? Jak to jest z ta pewnością siebie? Wierzysz w siebie? Ile razy chciałeś/aś zrobić coś, napisać, powiedzieć, ale nie zrobiłeś/aś tego?
Z różnych przyczyn, ale głównie z obawy: jak wypadnę? Jak mnie ocenią? Czy się nie ośmieszę? Wszyscy mamy takie wątpliwości. Tylko niewielka część z nas przełamuje się a większa część niestety nie. Dlaczego? Myślę, że ja wiem i chcę właśnie napisać wam o tym. Pewność siebie? Ale czy ja mogę o tym pisać? TAK. Mogę, ja mogę, ty możesz, każdy może. Bo każdy z nas ma do opowiedzenia swoją historię.

Ostatnio natknąłem się na szkolenia i artykuły na temat tzw. storytell. Uczą jak sprzedawać tworząc historie do tego. Nie wierzę…… Dla mnie to jest tak naturalne, bo prawdziwe. Zawsze wierzyłem, że prawdziwe opowieści oparte na swoich doświadczeniach trafiają do ludzi. Że nie można zmyślać i tworzyć,
bo to się nie obroni. Trzeba być autentycznym, być sobą, bo ludzie może czasami są naiwni, ale nie są głupi. Ja nie umiem mówić o czymś, jeśli tego nie znam,
nie używam, nie spróbowałem. I zawsze się dziwię ludziom, którzy wydają takie sądy o innych czy o jakimś produkcie nawet nie zadając sobie trudu poznania czegoś czy kogoś. Ile jest takich mądrali w sieci, którzy wiedzą wszystko. Hahahaha. 🙂 Prawdziwe jest powiedzenie, że kłamstwo ma krótkie nogi.
I to się sprawdza w życiu zarówno prywatnym jak i biznesowym. Możesz komuś naopowiadać historię, ale to jest myślenie krótkowzroczne, bo rzeczywistość zweryfikuje to prędzej czy później. Chyba, że nie zależy ci na relacjach a chcesz tylko wykonać jakiś plan. Ale jaki plan? A ja chcę ci jednak pokazać, że jednak liczą się relacje. I może, jeśli nic nie zarobisz teraz to nic się nie stało. To pewnie lepiej. Ale budowanie relacji liczy się o wiele bardziej.
I to dla ciebie. Bo stałe relacje też budują twoją pewność siebie.

A my? Spotykamy się, na co dzień, rozmawiamy, w sytuacjach codziennych do których jesteśmy przyzwyczajeni i czujemy się komfortowo bo to są nawyki i sytuacje które znamy. Ale dopiero sytuacje tzw. „niecodzienne” pokazują jak my sami się postrzegamy. Poczucie własnej wartości – to chyba jednak źle brzmi po polsku. Self confidence – pewność siebie – może lepiej. Kiedy jesteśmy pewni siebie a kiedy tracimy tę pewność? I nie ma tu reguły, która mi w jasny sposób pokazuje, kto z moich znajomych ma tę pewność siebie czy jej nie ma. Naprawdę jestem zaskoczony… Ale im starszy jestem tym mniej wiem i więcej mnie zaskakuje. No zdziwiony jestem cały czas 🙂

Ale mimo zdziwienia ja teraz jestem pewny siebie. Kiedyś nauczyciele w szkole nazywali to bezczelnością i chamstwem. Wiele razy dostawałem dwóje i nauczyciel mówił: ty Gnoiński cały czas masz taki uśmieszek szyderczy. No żesz w mordę…. To nie było specjalnie. Tak jakoś wychodziło i nie pamiętam, czemu 🙂 Ale właśnie muszę wam powiedzieć, że ja nigdy pewności siebie nie miałem. Od podstawówki zakompleksiony, nerwowy i emocjonalny. Nie chodziłem do przedszkola, bo jak mama mnie zostawiała to dostawałem wysokiej gorączki i musiała mnie odebrać. Jak szedłem na rozpoczęcie szkoły w wieku 7 lat dowiedziałem się, że będzie ślubowanie pierwszoklasistów na boisku szkolnym, więc w trakcie drogi dostałem torsji i biegunki. No ku..wa pewność siebie level hard 🙂

Kiedy to się zmieniło? To trwało. To nie była chwila. Zaczęło się w liceum. Trafiłem do klasy humanistycznej. Taa, ja humanista. Byłem chyba za słaby do ogólnej 🙂 Ale to mnie zaczęło kształtować na całe życie. Nic nie dzieje się przez przypadek. Możecie wierzyć albo nie. Trafiłem do klasy gdzie były 22 dziewczyny i nas początkowo 7 chłopaków a na koniec 2 „rodzynków” 🙂 I to pamiętam do dziś. Jakoś tak się złożyło, że musiałem, na co dzień przebywać z dziewczynami, co stało się naturalne. Kasia, Bożenka dziękuję bardzo. Będziecie wiedziały, że to o Was 🙂 I później nie miałem raczej żadnych problemów w kontaktach damsko-męskich 🙂 Bo gadaliśmy o wszystkim i to było naturalne. Więc prywatna pewność siebie się zaczęła kształcić.

Kolejny przełom w życiu nastąpił, kiedy zacząłem pracę w banku. Dziś już nie ma nawet tego banku, ale wspomnienia pozostały. Tam nauczyłem się biznesowej pewności siebie. I muszę tu wymienić 2 postaci z tamtego okresu, bo jestem Wam wdzięczny. Patrząc na swoje życie mieliście jeden z większych wpływów na to kim jestem. Darek – dziękuję, bo pokazałeś mi, że wszystko ma rozwiązanie a z klientami trzeba być uczciwymi do bólu i że każdy prezes firmy to też człowiek.
I Włodek- Panie Prezesie zawsze wspominam Twój otwarty gabinet i że miałeś czas dla każdego pracownika i pokazywałeś też, że Pan Prezes Banku to jednak człowiek i nie trzeba się bać a wręcz przeciwnie – można rozmawiać jak równy z równym 🙂
Od tego czasu wiem, że wszyscy jesteśmy ludźmi bez względu na to czy jesteśmy pracownikami niższego szczebla czy kadrą kierowniczą.
Po prostu – każdy jest człowiekiem i może to zabrzmi banalnie (taaa, ale suchar) ale jesteśmy tacy sami bez względu na to co robimy akurat dziś.
Ci, co doświadczyli wzlotów i upadków powinni pamiętać i mieć pokorę do życia. Większość tak ma, ale są też niektórzy, którzy tego nie pamiętają i a to prowadzi tylko w złą stronę. Pamiętajcie, że pycha kroczy przed upadkiem… A zaczyna się od braku szacunku do ludzi. I to jest NIEDOPUSZCZALNE. NIGDY!!

Ale praca w banku pozwoliła mi budować swoją pewność siebie. Spotykałem się, na co dzień z ludźmi o wyższym statusie społecznym i majątkowym, ale żaden z nich nigdy nie dawał mi odczuć tego. I to jest klasa. W późniejszym życiu bywało z tym różnie, ale już byłem na to gotowy dzięki ludziom, których spotkałem.
Za to jestem wdzięczny i chcę właśnie wam przekazać, choć trochę z tego, czego się nauczyłem. Bo ja nie jestem jakiś inny niż wy. Jestem taki sam. Możecie wierzyć, nie wierzyć, ale jeśli postaracie się przynajmniej mnie poznać albo zrozumieć to ja wam przekażę to, czego nauczyło mnie życie jak być pewnym siebie.
I dziś największym komplementem był tekst mojego syna Tomka;: Tato, jak wchodzisz do sklepu, to nawet pan ze stoiska nie ma żadnych wątpliwości, że trzeba wymienić płytę. A jak ja byłem wcześniej to powiedział, że nie ma wymiany. Ta sytuacja (nie ukrywam , że zajebista bo po 1 primo : połechtała moje ego, a po 2 primo zrobiłem się Superhero w oczach syna) pokazuje, że pewność siebie pochodzi ze środka. Ale to zabrzmiało sekciarsko 🙂

A ostatnio spotkałem się z kilkoma przypadkami moich znajomych, którzy mnie zaskoczyli. Naprawdę. Znamy się długo i nie spodziewałem się, że oni maja jakiekolwiek obawy i niepewności. A okazało się, że mają. Niedawno była audycja radiowa z udziałem Agnieszki Rylik. Taka rozmowa na żywo i z możliwym zadawaniem pytań. Uprzedziliśmy znajomych i wiem, że wielu słuchało tego. Ale zadzwoniłem tylko ja (wiem, wiem… nie mogłem się powstrzymać ale chyba nie narobiłem wiochy 🙂 ). I pytamy się, czemu nie dzwoniliście? A wszyscy: bo trema by mnie zżarła, bo nie wiedziałem o co zapytać, bo bym się chyba spalił……..A wczoraj rozmawiam z przyjaciółką, która zajebiście gotuje, wymyśla naprawdę niestworzone dania, które „urywają dupę”. Jestem szczęśliwy, że nie dosłownie. 🙂 I ona mi mówi: że kiedyś myślała, żeby zrobić bloga kulinarnego, ale nie wie, bo co na to ludzie, czy im się spodoba, czy nie będą się śmiali….

No żesz ku…wa mać. To właśnie spowodowało, że piszę to dziś. Bo widzę, że jesteście normalnymi ludźmi jak ja. Każdy ma swoje doświadczenia, obawy, lęki, możliwości itp. Jak rozmawiam z wami, każdy ma swoje wartości do przekazania. Jesteście wyjątkowi. I nie możecie spieprzyć tego… Bo dzisiejsze leki będą tylko wspomnieniem jutro 🙂 ( hahaha, sam się śmieję z tych frazesów i banałów). Bo jestem pewny, że wszyscy macie „COŚ” do przekazania. Cokolwiek robicie, jaki zawód wykonujecie, macie swoje zainteresowania, hobby, coś co uwielbiacie. Wierzę w to. Bo jeśli tego nie macie to po …. żyjecie 🙂

A wszyscy wy macie zajebiste pomysły. Trzeba je tylko zacząć realizować. Właśnie: akcja. I przypomina mi się niezmiennie historia o gołębiach: Siedzi 6 gołębi na drucie. Jeden mówi: chciałbym odlecieć. I zagadka: ile gołębi siedzi teraz na drucie? 🙂 Dalej 6. Bo ten, co mówił że chce odlecieć tylko tak mówił ale nie odleciał. I to jest właśnie różnica pomiędzy CHCĘ a ROBIĘ.

I teraz pomyślcie sobie o sytuacjach, w których nie czuliście się komfortowo. Dlaczego, mimo, że macie fajne pomysły, umiecie gotować, macie tysiące zajebistych pomysłów, macie jakiekolwiek wątpliwości, aby podzielić to i siebie ze światem? No szczerze mówiąc ja tego nie ogarniam. Gadamy z ludźmi, jesteście super. W sytuacjach komfortowych nawet czasami mnie zaskakujecie, tańcem, śpiewem, choreografią, ilością alkoholu i dowcipami. Ale jak zabraknie trochę poczucia komfortu (specjalnie piszę: poczucia komfortu bo to jest tylko stan umysłu) i okazuje się, że jesteście w sytuacji „niecodziennej” to jak wygląda Mental Power?

I myślę, że największym problemem do pokonania jest opinia otoczenia. Zastanawiacie się na pewno teraz co pomyślą znajomi? Mam to dupie i też polecam. Socjologicznie zostało udowodnione, że ludzie są zainteresowani tylko sobą. Ty w planie ludzi istniejesz tylko kiedy możesz być punktem odniesienia krytyki. Bądź egoistą . Liczysz się Ty. Dla ciebie. Reszta chętnie poczyta, pohejtuje, wyrazi swoje zdanie nawet nie czytając tego bloga ani twojego… bo nie ma na to czasu, nie czyta tylko hejtuje, nie ma czasu na czytanie, bo hejt się nie zmieści w najpopularniejszych. HAHAHHA. Luz. Te stworzonka też musza istnieć, bo robią nam ruch na stronie. 🙂

Zostawmy ich, bo to bagno nie do przerobienia. I oni nigdy nie chcą być konstruktywni. A ja chciałbym pomóc. Bo ja przechodziłem wszystkie etapy ( a przynajmniej tak mi się wydaje, ale pewności nie mam 🙂 ) pojawiam się właśnie teraz ja: cały na biało 🙂 jeśli ktoś pomyślał czytając ten post o sobie lub kimś znajomym, kto chciałby o tym ze mną porozmawiać, to „MORE THAN WELCOME” 🙂

I nie twierdzę, że wiem wszystko i mam receptę na każdy problem. Właśnie nie. I cieszę się, bo codziennie zderzam się z nowymi wyzwaniami, z którymi muszę się zmierzyć. I nie będę sam tworzyć farmazonów i frazesów: wiem wszystko i pomogę. 😉 Kurde, ja nie jestem lekarzem, specjalistą. Mam tylko swoje swoje doświadczenia i emocje. Chcę się nimi podzielić, ale nic na siłę. Jak mówi mi Agnieszka: Dawać i prosić to za dużo… więc napisałem co mi dziś chodziło po głowie a reszta wieczoru należy do ciebie….