Samiec Alfa czy Samica Alfa? – Odcinek 14

Kiedyś było inaczej…. Słyszymy to często, sami często tak mówimy.. Wszystko się zmienia, my się zmieniamy. Nie ma już tego świata który pamiętamy jako dzieci. I nie mówię tu akurat o technologii (bo to takie szybkie, że sam tego nie ogarniam) ale bardziej o najbliższym otoczeniu i relacjach, związkach, podziale ról i odpowiedzialności. Zainspirowało mnie do podzielenia się z wami moimi spostrzeżeniami na ten temat zapytanie na moim blogu o dzisiejsze role kobiet i mężczyzn, o dawanie sobie rady z różnymi przeciwieństwami losu oraz z tym jak życie potrafi nas uczyć pokory albo jak przynajmniej próbuje….

Jako dziecko uczyłem się o rysunkach w jaskiniach gdzie faceci chodzili na polowania, zdobywali mięso, wracali (albo i nie) a kobiety siedziały przy ogniskach, opiekowały się dziećmi i plotkowały 🙂 🙂Część z tego zostało ale … kto dziś bardziej plotkuje? Znam wielu, którzy nie potrafią trzymać języka za zębami, mówiąc przy tym: ale to tajemnica, nie mów nikomu …. HAHAHAHA

Wydaje się, że kiedyś życie było prostsze. Film „Walka o ogień” akcja bez słów, pomrukiwania, wrzaski, dziwne odgłosy. Mimo że nie było rozmowy to były emocje. Jak przynieśli jedzenie było święto, jak ktoś zmarł był smutek, jak pojawił się ogień był strach, zdziwienie, ból i radość…I niby proste życie.

I jak ktoś mówi że kiedyś nie było zmartwień to zaraz przypominają mi się moje kolejne lata życia. Od dzieciństwa zawsze były jakieś problemy: a to głodny, a to kupa 🙂. Potem piaskownica – ktoś zabrał zabawkę, inny wysypał piach na głowę. Potem szkoła – wyzywania, bójki, odbijanie dziewczyn itp. Potem praca – ale to na inny odcinek 🙂 No ku….wa – zawsze coś… Więc każdy wiek ma swoje problemy. Pamiętajmy o tym mówiąc komuś młodszemu: Ty to nie masz problemów….

Od dzieciństwa (tzn w latach 60-70tych) wychowywani w modelu raczej patriarchalnym gdzie to ojciec jako głowa rodziny wychodził na polowanie (a raczej do biura czy fabryki) i potem wracał (albo nie jak była wypłata 🙂 ). A matka siedziała w domu, robiła obiad, wychowywała dzieci. Ale tak naprawdę to już chyba odkąd pamiętam to jednak to nie było tylko „siedzenie w domu” a raczej ogarnianie i scalanie całego życia i całej rodziny. Facet ma to chyba w genach, że nie za bardzo się tym interesuje bo szedł na polowanie i jak nie wrócił  to koniec opowieści a jak wrócił to oczekiwał tylko UWIELBIENIA. Jesteśmy egoistami. I nie pisze tego żeby nas usprawiedliwiać ale żeby wszyscy to zrozumieli bo wtedy łatwiej dalej się będzie porozumieć. Jedynej rzeczy, której potrzebują faceci jest DOCENIANIE .

A kobieta od zawsze siedząc i pracując musiała mieć „oczy dookoła głowy” pilnując ognia, dzieci, zwierząt, jaskini, niebezpieczeństw i mogła przy tym rozmawiać z innymi koleżankami równocześnie odpowiadając na pytania dzieci 🙂. Stąd pozostało do dziś: Mamo (dziecko) albo Żabciu (facet) – nie widzę mojej zabawki albo moich skarpet albo mleka w lodówce-  a mama albo Żabcia na to z innego pokoju krzyczy: jest obok przy kaloryferze, są w trzeciej szufladzie od góry, z lewej strony pod niebieskimi majtkami, a mleko na najwyższej półce obok piwa…..  Jak one to robią? Bo musiały, bo natura wykształciła szerszy kąt widzenia, lepszą pamięć, bo nas do tego przyzwyczaiły.

I może dlatego , że jesteśmy tacy przyzwyczajeni i wygodni ciężko jest akceptować zmiany w naszym życiu, otoczeniu. A one zachodziły od dawna tylko jako sygnały nie chcieliśmy tego zauważać albo zaakceptować. Maria Matka Boska, Joanna d’Arc, Królowa Elżbieta. Kobiety były zawsze silne ale faceci nie chcieli kiedyś oddawać tego prymatu. A może one nie chciały się tak pchać do przodu bo i tak naprawdę zawsze rządził. Dziś jest inaczej….

Ciekawe czy dla zabawy, z ciekawości, z nudy czy lenistwa? Pierwsze kobiety na traktory, czy kierowcy ciężarówek czy murujące ściany – trochę prześmiewczo do czasu kiedy się okazało, że potrafią i potem już poszło. Dziś nikt się nie dziwi, że kobiety pracują praktycznie w każdym zawodzie ( jeśli podacie przykład gdzie nie pracują chętnie zrobię erratę do tego odcinka🙂. Oczywiście niby jeszcze funkcjonują parytety, poprawność polityczna itd. Itp.

Żeby było jasne: ja jestem za tym aby każdy robił co chce. Z jedną zasadą: aby nie wyrządzać innym krzywdy. Jeśli ktoś ma ochotę pracować – ok, jeśli chce siedzieć w domu – to też ok. Oczywiście jeśli sytuacja ekonomiczna na to pozwala. Ale jestem też za partnerstwem, trzeba się wspierać na każdym polu: w domu, w pracy zawodowej, na zewnątrz przed innymi i wewnątrz kiedy czasami brakuje samemu sił. Ale o tym trzeba ze sobą rozmawiać. Trzeba mówić i to wprost bo niektórzy mogą być dobrzy ale się nie domyślać co ktoś innym ma w głowie.

Dzisiejszy model życia (chcę tak myśleć) to 2 osoby pracujące, zarabiające, dbające o dom, zakupy, pranie, gotowanie, sprzątanie i wiele jeszcze innych codziennych pierdół z których to nasze życie się składa. PARTNERSTWO – tak to rozumiem, na każdym polu. Tak powinno być i tak każdemu życzę. Ale życie nie jest idealne. A co się dzieje jak nagle jedna ze stron traci swoją pewność siebie ze względu na nałogi, chorobę, wypadek albo stratę pracy?

To jest wtedy próba partnerstwa i uczuć. Ale nie w dalszym ciągu tej osoby która ma być oparciem ale tak samo drugiej strony, która nagle może stała się ciężarem. Przydarzyć się w życiu może wszystko. Na nic tak naprawdę nie jesteśmy gotowi. Wstajemy rano, wychodzimy z domu. STOP. Nie zawsze. Już możemy się nie obudzić albo obudzić sparaliżowani. Jak wychodzimy to już mamy sporo szczęścia. A tam może być wypadek, kalectwo, albo strata pracy i inne życiowe przypadki o których NIGDY nie myślimy. I nie chodzi mi tu o to aby cały czas być przerażonym i zamartwiać się tym co może nigdy też się nie zdarzyć bo to może prowadzić tylko do depresji albo wariactwa. Chodzi tylko o to aby wewnętrznie być gotowi na to co nieprzewidywalne i na co my sami nie mamy wpływu. Na swoiste pogodzenie się z pewnymi sytuacjami, których nie zawiniliśmy. Ale nie na bierne godzenie się tylko na akceptację pewnych zajść i adaptację do nowej konieczności.

Jeśli sami siebie akceptujemy, to jesteśmy silni wewnątrz, mamy w d..pie zdanie innych i robimy to co uważamy za słuszne dla siebie i najbliższych. Według mnie jest to podstawa aby móc żyć dalej i nie być ciężarem dla otoczenia. Wtedy łatwiej poprosić kogoś o pomoc, wparcie materialne czy emocjonalne. Nie wstydzisz się bo wiesz kim jesteś. A kiedy akceptujesz siebie możesz zaakceptować aktualną sytuacje. I być sobą, żyć dalej tak jak tylko możesz. Łatwiej jest akceptować pomoc innych, to że musisz pracować za mniej, pracować ciężej i dłużej, pożyczać pieniądze, zajmować się rzeczami których kiedyś nie robiłeś, myśleć tym o czym do tej pory nie chciałeś albo nie musiałeś/musiałaś. Piszę jak facet ale to dotyczy każdego silnego i każdej silnej, którym życie rzuciło coś pod nogi. I dopiero zdajesz sobie sprawę na ile silna/silny byłeś. Czy się podniesiesz czy zostaniesz? Możesz zawsze zacząć na czworaka (tak jak kiedyś każdy zaczynał jako dziecko). Potraktować to trzeba tylko jako krok w tył i pamiętać że po raczkowaniu kiedyś wstaliście.

Może są to banały ale ja tak czuję i w to wierzę. Obserwuję ludzi, słucham uważnie, widzę co nas spotyka. Jesteśmy ludźmi (chociaż mam wątpliwości czy jeszcze wszyscy) i zawsze znajdziemy wyjście z każdej sytuacji. Ale trzeba pozostać człowiekiem. Mieć odwagę pomagać i mieć pokorę przyjmować pomoc. Jeśli pracowałeś i zarabiałeś a teraz czujesz się że jesteś na utrzymaniu partnetra/partnerki, to co? Ciężko się do tego przyznać ale chyba najgorzej przed sobą. Uwierz wreszcie, że twój los nie interesuje innych. Ludzie są zajęci swoimi problemami a nie twoimi. Zaakceptuj sytuację, co nie oznacza że masz tak żyć cały czas. 🙂

Akceptacja siebie to tylko podstawa aby czuć się wciąż silnym. A to jest grunt do ponownego wznoszenia się.

Nie ma wstydu w tym, że dziś jest gorzej. Pokaż mi kogoś kto nigdy nie zaliczył wpadki, bankructwa, tragicznej sytuacji finansowej itp. No chyba że się urodził królewiczem. Chociaż ja uważam że oni też nie mają tak super. Pamiętajcie, że jeśli chciałbyś być kimś innym to pamiętaj że nie wiesz ile on poświęcił żeby być tym albo mieć to. Może się okazać, że jak się dowiesz to będziesz wolał wrócić do poprzedniego siebie. Ale trzeba ruszyć tyłek i działać po swojemu. Na własnego siebie, na własną historię. Na własne życie. Nawet jeśli dziś siedzisz w domu, a twoja partnerka/partner pracuje to pomagaj i rób coś co możesz. Ogarnięcie domu, sprzątanie, gotowanie, wyrzucanie śmieci, robienie zakupów, wyprowadzanie psa, sprzątanie akwarium – to chyba można. Jak mawiała moja mama: korona ci z głowy nie spadnie. 🙂 I nigdy nie spadła. Może dlatego że nigdy nie miałem a dochodziłem do wszystkiego ciężko pracując. Ktoś zaskoczony? No tak, mnie się nie udało, ja nie wygrałem w lotto, mnie nikt nic nie dał. Trzeba było ZAPIERDALAĆ.

A druga strona to doceni i da ci wsparcie potrzebne aby ruszyć od nowa. Najgorzej być ciężarem dla siebie i innych. I samemu się z tym pogodzić.

Wracając jeszcze do zmiany w naszym życiu i oddawaniu dominacji kobietom. Sami to robimy, one po prostu nie miały innego wyjścia jak założyć spodnie za nas. Jak chodzę po ulicach i patrzę nie z przerażeniem, ale bardziej z niedowierzaniem jak teraz wyglądają niektórzy faceci (nie wiem czy to jest jednak dobre określenie) to nie dziwię się. Rozejrzyjcie się. W którym kierunku to idzie? Gdzie popełniliśmy błąd? Co poszło nie tak?

Ja rozumiem, że powinno się dbać o siebie, o czystość, schludność, fryzurę i ubranie.

Ale k…wa, Dżisus, ja p….olę. Co się porobiło? Czy zaczniemy karmić piersią?????